deviant art

Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
[x]
more ▶

More from ~hadret

Featured in Groups:

Details

November 2, 2007
11.0 KB
Thumb

Statistics

Comments: 12
Favourites: 5 [who?]

Views: 596 (0 today)
Downloads: 2 (0 today)

License

Creative Commons License
Some rights reserved. This work is licensed under a
Creative Commons Attribution-Noncommercial-No Derivative Works 3.0 License.
[x]
Mature Content Filter is On
(Contains: strong language)
Bartosz skończył dziś dwadzieścia lat. Skończył w bardzo dosłownym znaczeniu tego słowa, gdyż jego głowa wybuchła. Wybuchła, rzecz jasna, nie bez powodu - rozerwała ją kula. Bartosz nie zdążył się zdziwić. Zresztą, pewnie wcale by go to nie zdziwiło, ale to już czyste dywagacje na tematy poboczne. Z retrospekcji przyjrzymy się, jak do tego doszło, czy można było tego uniknąć i co by było, gdyby. Tak, poprzednie zdanie miało skończyć się na "gdyby", to był celowy zabieg.
Jakby można było najkrócej scharakteryzować Bartosza? Najwyższy z najniższych, najgrubszy z najchudszych, najprzeciętniejszy z przeciętnych. Wyróżnikami rzucającymi się do oczu byłyby tępy wyraz twarzy i zamiłowanie do liczenia. Bartosz liczył wszystko i wszystkich, liczył na innych i wyliczał im wyliczanie jego wyliczania. Na niego liczyć nie było można, choć zawsze można było poprosić go o policzenie. Czegoś. Wiadomo.
Otóż były jeszcze dwie cechy, z początku niezauważalne dla niewprawnych oczu niedoświadczonego obserwatora (tudzież obserwatorki, ale te Bartoszem interesowały się tylko wtedy, kiedy zapominały kalkulatora na lekcje matematyki). Pierwszym była niekontrolowana agresja. Ci, którzy znali Bartosza w tym momencie popluli swoje zakute łby ze śmiechu. Ale to prawda. Nasz główny bohater miewał takie napady, że w jego najbliższym otoczeniu zaginała się czasoprzestrzeń i rodzinom tych, którzy znaleźli się w pobliżu, można było już słać kondolencje. I tak dalej.
Ciekawostka: przy zagięciu czasoprzestrzennym jakie wyzwalał Bartosz, esemesy dochodziły do odbiorców szybciej niż zostały napisane przez nadawców.
Jak więc widać, lepiej było Bartosza nie wkurwiać, bowiem nie tylko można było przypłacić to swoją gówno wartą egzystencją, ale również przeniesieniem do na ten przykład średniowiecznej Hiszpanii, gdzie stawało się twarzą w twarz ze świętą inkwizycją. Swoją drogą, jego agresja bardzo ściśle wiązała się z drugą, równie mroczną naturą Bartosza. Bo Bartosza było dwóch, tak właściwie. O kształtowaniu się tego drugiego opowiem na tychże trzech przykładach.
A było to tak:
Tuż po narodzinach Bartosza, lekarz powiedział: "o kurwa, to dziecko jakieś popierdolone jest!". Zaraz potem zniknął. Co ciekawe, reszta ludzi z personelu zdawała się tego nie zauważyć. Jak gdyby ktoś taki jak odbierający poród nigdy nie miał miejsca w rzeczywistości, która ich otaczała. Dziwne.
Na marginesie należy zaznaczyć, iż był to jedyny przypadek, w którym otoczenie nie zareagowało paniką na akt magicznych uzdolnień Bartosza. Być może dlatego, że było to całkowicie niekontrolowane przez niego zjawisko.
Dodam jeszcze tylko, że lekarz został przeniesiony daleko w przyszłość. Prawie udało mu się przeżyć, zabrakło jakichś pięciu minut, żeby wydostał się z tego wulkanu. Życie. No, właściwie śmierć. Bywa.
Drugi, znacznie istotniejszy dla już świadomie kształtującej się psychiki Bartosza wypadek miał miejsce w samochodzie. Otóż nasz główny bohater odkrył, iż potrafi sprawiać, żeby różne rzeczy, zachowywały się tak, jak on tego chce. Jadąc ze swoim ojcem wieczorem ulicą, zaczął gasić kolejne latarnie. Wydało mu się to bardzo zabawne, toteż w dziecięcej radości, obwieścił tacie:
- Widziałeś jak ładnie je gaszę?
- Kurwa! Nic nie widzę!
Swoją drogą, ojciec jechał po flaszkę, jak każdego wieczoru. "Pierdolony alkoholik", tak o nim mówił Bartosz w przyszłości.
Trzecie zdarzenie miało miejsce w młodzieńczej dojrzałości, miał nie więcej jak szesnaście lat. Bartosz poznał miłą dziewczynę, znaczy, wydawało mu się, że miłą i opowiedział o tym zdarzeniu swojemu wujkowi - z ojcem w tamtym czasie już nie rozmawiał. Niestety, wujek źle odczytał zamiary Bartosza - ten chciał dowiedzieć się czegoś więcej o górnolotnym poczuciu jedności z drugą osobą (bliżej znanym jako miłość, czy coś) - i śmiejąc się, rzucił:
- Ssie?
Oczywiście wujek zniknął.
Wszystkie te wydarzenia sprawiały, iż Bartosz kisił w sobie odrzucenie, brak zrozumienia i tak dalej. Pielęgnował w sobie złość, która rosła i rosła i... O kurwa!
Tak więc druga odsłona Bartosza była ukryta. Gnębiona, narastała w stłumieniu. Może to i lepiej, ale wiadomo wszak nie od dziś dzień, iż kumulacja eksploduje ze zdwojoną siłą. Nawet z potrójną, czasem. Czasem też w ogóle nie eksploduje, po prostu. Wiadomo.
Tak czy siak, Bartosz prowadził przyzwoicie normalne życie. Myślał o swojej przyszłości - "o kurwa, co ja zrobię?", zastanawiał się nad egzystencjalizmem - "pierdolnę sobie w łeb i będzie spokój", czasem musiał Bartosz pocieszać Bartosza, żeby jakoś funkcjonować - "ty jebana mamejo, zbierz swoje beznadziejne dupsko do kupy". Jak każdy inny człowiek chadzał do kina, w którym znikali ludzie jedzący popcorn, siorbiący rurkami i śmiejący się w nieodpowiednich momentach filmu. Rzadko zdarzało się, że z seansu wychodził ktoś oprócz Bartosza. Bywa.
Nasz - czy w zasadzie nasi - bohaterowie czuli się z lekka zmęczeni. Rzeczywistość zdawała się być inna niż w reklamach, ludzie też jakby mniej kolorowi, mniej uśmiechnięci, bardziej wkurwiający. To wszystko jednak nie byłoby dość dobrym powodem do tego, żebym pokierował losami Bartosza do strzelenia sobie w ten durny łeb. Dlatego, jak to bywa w tego typu tworach, musimy wprowadzić pierwiastek żeński, który swoim zwyczajem, rozpierdoli wszystko w piździec. Wiadomo.
Jak wyglądała? Jak dziewczyna. Kształt butelki od Coca-Coli, włosy gładkie, długie, oczy miała na miejscu, usta, nos i całą resztę również. Cycek był, tyłek też, ot, kobitka jak każda inna. Nie była zjawiskowo ładna, ale wyposzczeni faceci oglądali się za nią i wyobrażali różne dziwne rzeczy, mniej lub bardziej, związane z prokreacją. Oczywiście zaraz po tym znikali, jeśli Bartosz był w pobliżu. Bartosze byli. No obaj, w jednym ciele, czyli jeden Bartosz. Dwa Bartosze w jednym. I tak dalej.
Nasz... Nasi główni bohaterowie, rzecz jasna się w niej zakochali, a tak przynajmniej im się wydawało. Właściwie żaden z nich do końca nie rozumiał istoty miłości. Może dlatego, że miłość nie ma istoty.
A może i też dlatego, że nie ma miłości.
Bartosze lubili sobie razem trochę po-wizualizować rzeczywistość w swojej głowie. Była tam łąka jak w reklamie proszku do prania, było niebo z reklamy wybielacza, był domek z reklamy czekolady, było i łóżko z reklamy centrum handlowego. Rzecz jasna byli tam i nasi główni bohaterowie ze swoją wybranką serca, która miała ich głęboko w dupie i nie wiedziała o ich istnieniu. Dziwiła się tylko, dlaczego tylu facetów z jej otoczenia... No, znikało. Bywa.
Pewnego dnia, tak Bartosz rzekł Bartoszowi: "kurwa!". Bartosz zrozumiał i postanowił do obiektu swej platonicznej miłości odezwać się w te słowa: "łąnżrezęicmybydgokwicezrpanśocśybałaim". Nie, nasi bohaterowie nie byli ułomni. To znaczy byli, ale nie na tyle, żeby nie móc poskładać kilku zdań do kupy. Bartosz się po prostu zestresował, dziewczyna która mu się podobała wykazała zainteresowanie jego nędzną egzystencją i... Szczęka mu opadła. To się zdarza.
Na marginesie zauważam, iż jedynym powodem, dla którego kobitka zwróciła na niego uwagę, był czas. Zastanawiała się jak szybko zniknie. I nie mogła się doczekać.
Swoją drogą, nie doczekała się.
Gdy Bartosze usłyszeli "możesz powtórzyć?", totalnie zabrakło im tchu, zaczęli nerwowo machać rękoma, kręcić głową i śmiesznie to otwierać, to zamykać usta. Boże, co za pierdoleni nieudacznicy. Dziewczyna zareagowała jak każdy, przyzwoicie, normalny człowiek: "popierdoliło cię?". Niestety, dla Bartosza było tego za wiele. Jego wizja kobiety perfekcyjnej legła w gruzach i postanowił wyjebać ją w kosmos. Dosłownie, panienka zniknęła, przeniosła się odrobinę wstecz w czasie, po czym wylądowała na księżycu.
Bez kombinezonu.
Załamany kreacją świata, w jakim przyszło mu żyć, Bartosz próbował zmusić się do samo-zniknięcia. To miejsce już nie istnieje i nigdy nie istniało. Kiedy się nie udało, postanowił użyć bardziej tradycyjnej metody. Okazała się być zadziwiająco skuteczna.
Należy tylko nadmienić, iż Bartosz wystrzelał w głowę dwa magazynki.
Jeśli ktoś szukał zabójcy Kennedy'ego, śmiało można powiedzieć, że nie żyje.
Tylko jedna kula nie zniknęła i to przez przypadek - po prostu Bartosz chciał zrobić Bartoszowi psikus.
Zabawne.
:iconhadret:
Bartosza nigdy dość :)
Add a Comment:
 
:iconkesty-chan:
Bartosz się chyba przeliczył, licząc na perfekcyjny świat :dead:
Reply
:iconfantagiro665:
Dobre, orgyinalne i z polotem :D
Reply
:iconpazzostrega:
!PazzoStrega Jul 3, 2011  Hobbyist Writer
Bartosz się zachowuje jak mój znajomy o tym samym imieniu. Bartosz wzbudza moją sympatię.
Chcę więcej Bartosza.
Reply
:iconhadret:
Dzięki za :+fav:, również na Ordinary Day (:
Reply
:iconfisza:
Nic ci nie napiszę, bo już to wszystko znam ... ; x
Reply
:iconhadret:
E-tam, Bartosza nie znasz ;]
Reply
:iconmajakoniara:
~MajaKoniara Nov 2, 2007  Student General Artist
Oh jej :( A ja nie mogę przeczytać ;( Toż to skandal!!! Ale myśle, że i tak byłoby dobre ;)
Reply
:iconhadret:
Nie najgorsze, w sumie.
Reply
Add a Comment: